Po dłuuugiej przerwie wracam i to z nowością - haftem sutasz.
Ostatnio doszłam do wniosku, że decoupage jest ograniczoną czy wręcz bardzo powtarzalną techniką (te same wzory widuję u wielu blogerek i na różnych aukcjach), dlatego postanowiłam spróbować czegoś nowego - trudniejszego, ambitniejszego i wymagającego większej precyzji. Zakupiłam zestaw startowy: kilkanaście sznurków, wiele różnych koralików i kamyków, nici monofilowe, i wszystkie pozostałe elementy (poza igłami, które planuję kupić na dniach, jednak zwykła igła przegrała w starciu z malutkimi koralikami).
Ostatnio doszłam do wniosku, że decoupage jest ograniczoną czy wręcz bardzo powtarzalną techniką (te same wzory widuję u wielu blogerek i na różnych aukcjach), dlatego postanowiłam spróbować czegoś nowego - trudniejszego, ambitniejszego i wymagającego większej precyzji. Zakupiłam zestaw startowy: kilkanaście sznurków, wiele różnych koralików i kamyków, nici monofilowe, i wszystkie pozostałe elementy (poza igłami, które planuję kupić na dniach, jednak zwykła igła przegrała w starciu z malutkimi koralikami).
Przedstawiam moje pierwsze podejście - początki skromne, ale nie od razu Kraków zbudowano...
(masa perłowa, koraliki-perełki, sznurki - turkus i stare złoto; zdjęcie z lampą i bez)
Zmogła mnie choroba, ręka drży i brak inspiracji, do tego igła okazała się zbyt gruba do wszywania maleńkich koralików, dlatego wisior (a może broszka?) czeka na dokończenie.








































